Archived entries for Sfora

Google ramię w ramię ze Sforą

Przed momentem wybuchłem śmiechem, czytając na blogu Dominika Kaznowskiego i dalej na Interaktywnie, że największy agregator niusów na świecie, czyli Google news, zacznie zarabiać na AdWords, co oczywiście oburza dostarczających kontent.

Jednak chyba nie wszystkich, bo szef MediaNews Group William Dean Singleton stwierdził wcześniej wyraźnie, że “nie musimy dzielić się z Google naszym kontentem. Pozwalamy na to, ponieważ generuje nam to spory ruch“. Oznacza to oczywiście zyski, tak więc nie spodziewam się, aby nagle zmienił teraz zdanie. Dlatego też, z Kaznowski nie cacka się z panikującymi w komentarzu:

Tyle tylko, że na miejscu Google wysłałbym ich wszystkich do diabła. Nie wiem, jak dorośli ludzie mogą być tak naiwni. Teraz to firmy, które “przyzwyczaiły się” do ruchu przekierowywanego z Google News mają problem (trudno się tak z miejsca “odzwyczaić”). Ponadto Google agreguje tak wiele źródeł informacji, że zawsze znajdzie sie jakiś łamistrajk (będzie dostarczał kontent za darmo – tzn. za ruch).

Jednak to jest ledwo połowa problemu.  Najciekawszy dla utrzymujących wszystkie media reklamodawców czytelnik(25-35 lat? Luźna kasa?) szuka teraz konkretnych informacji i oczekuje, że otrzyma ją natychmiast. Tak więc niezależnie jak głośno będą narzekać dostarczyciele treści tacy jak gazeta.pl, dziennik.pl i inni – powiązani np. z Polskapresse, to i tak będzie korzystał z filtrów takich jak Google news, sfora, wykop, mixx, newser itd. Nie ma po prostu czasu na przekopywanie się przez cały ten informacyjny szum, jaki na swoich stronach głównych zamieszczają portale.

Mamy do czynienia z przekomiczną sytuacją, gdy mające oparcie w tradycyjnych mediach portale powielają bezmyślnie papkę z serwisów agencyjnych, zrzynają regularnie treść z sieci i zakopują swój największy atut, czyli oryginalny, autorski kontent pod tonami michałków – zrażając do siebie wartościowego czytelnika. Jednocześnie ustami m. in. Pawła Nowackiego zakrzykną teraz o “złodziejstwie” owego kontentu w wykonaniu Google, zapominając że to klient – czyli w tym wypadku czytelnik, ma zawsze rację.

A więc z jednej strony krzyk o “kradzież” kosztownej, nowej treści, a z drugiej strony ukrywanie jej pod stosami informacji o wydźwięku ideologicznym specyficznym dla danego medium (“Lefebryści krytykują jeden z największych autorytetów Kościoła” – gazeta.pl), albo pierdołami(“Steinbach: Mogę wrócić w każdej chwili” – dziennik.pl), albo “niusami” podkradanymi zagranicznym mediom w bezczelny sposób i zmiksowanymi z PAP’em (“Afganistan skończy się drugim Wietnamem” – dziennik.pl/PAP/”Daily Telegraph”) bez podania nawet aktywnego linka, na którym może zarobić źródło.

I w tym bajzlu, biedny czytelnik musi się przekopywać przez wyszukiwarki, wielopoziomowe strony portali, aby dostać się do źródła informacji, albo w ogóle znaleźć jakąś sensowną, między wynurzeniami Joanny Senyszyn(“Orzechowski ma inną prawdę niż policja” – dziennik.pl), a informacją, że “To pralki wyemancypowały kobiety” – gazeta.pl.

Reprezentujące tradycyjne media portale nie zdają sobie sprawy z tego, że medium ma być teraz również jej filtrem, nie tylko źródłem. Albo oferowana informacja będzie sprofilowana i wysokiej jakości, albo pies z kulawą nogą nie będzie się nią interesował mając do dyspozycji serwisy odcedzające śmieci, takie jak erotyczne poradniki “Dziennika”, przejawy moralnej paniki lewicujących liberałów z “Wyborczej”, czy katolickich konserwatystów w “Rzeczpospolitej”.

W sprzedaży michałków znacznie lepiej sprawdzają się wyspecjalizowane serwisy takie jak plotek, pudelek, fark, pardon, politbiuro, pitbull itd., a tymczasowe podniesienie oglądalności poważnego medium “cyckami” czy innym “skandalem” zabija je w dłuższej perspektywie, bo tabloidy zawsze będą miały tych cycków więcej, większych i bardziej znanych.

Więc oparte na tradycyjnych mediach serwisy zamiast krzyczeć,  że agregatory kradną(robiąc jednocześnie dokładnie to samo, ale bez tantiem w postaci aktywnych linków) powinny się zastanowić dlaczego użytkownicy coraz częściej wolą “deep linking” z agregatora, niż strony główne.  I dlaczego internetowa odnoga “New York Times” wciąż przynosi zyski.

Jak Paweł Nowacki rzucił się na Sforę(y)

W wpisie “Kto na kim pasożytuje w sieci” polemizowałem z artykułem Pawła Nowackiego i obiecałem zająć się również kwestią naruszania prawa autorskiego o jakie naczelny Wiadomości24 posądza serwisy pokroju Wykopu i Sfory. Okazało się jednak, że zanim znalazłem chwilę, na W24 pojawił się kolejny artykuł odsądzający od czci i wiary linkujących cudzy kontent w sieci. Coraz trudniej mi zrozumieć, co pan Nowacki chce osiągnąć i uważam, że jego tezy są co najmniej kuriozalne, więc czas na kolejny wpis. ;)

Pawła Nowacki pisze:

Treść w polskiej sieci to w sporej części multiplikowany na różne sposoby produkt zatrudnianych przez wydawnictwa prasowe dziennikarzy (oczywiście także blogerów, czy dziennikarzy obywatelskich – tych zachęcamy do przestrzegania prawa autorskiego oraz bronimy ich praw). Wydawcy prasowi trochę przespali ostatnich kilkanaście lat i niemal bez walki oddali sprawę ochrony praw autorskich swoich dziennikarzy “w ręce” internetowych zwyczajów.

Nie wiadomo tylko, co naczelny Wiadomości24 ma na myśli, bo serwisy katalogujące i filtrujące informację, takie jak np. Sfora, nie kopiują treści tworzonej przez prasę. Stosują Art. 25 ust 1 pkt 1 lit. ustawy o prawie autorskim, na temat dozwolonego użytku krótkiej informacji prasowej i podają tylko streszczenie najważniejszych faktów odsyłając do twórcy kontentu aktywnym linkiem i podając źródło w sposób przyjęty w mediach. Tak więc zdecydowanie nie ma tu problemu “internetowych zwyczajów”. Przy okazji zaatakowane serwisy wykonują pracę przefiltrowania ton śmieci produkowanych w sieci i zaoferowania czytelnikowi tego co go naprawdę interesuje.

Co jeszcze ważniejsze, serwisy katalogujące i filtrujące informację lepiej chronią prawa autorskie w sieci, niż wydawnictwa, które na swoich witrynach najczęściej nie zamieszczają aktywnych linków jak “filtry”, które dzielą się ruchem ze źródłem, odprowadzając tantiemy w RU i odsłonach. Więc gdzie do diabła jest tu kradzież? Najlepsze źródła informacji w sieci dostają dodatkowy ruch z “katalogów”, a część gazet nawet sama podsyła im informacje, zastrzegając tylko podanie źródła na zasadzie “X powiedział gazecie ‘Y’”, “jak dowiedziała się gazeta Y” itd., czyli w sposób powszechnie przyjęty w mediach i poprawiający statstyki cytowalności. W polskiej rzeczywistości groźby części wydawców i wątpliwości Pawła Nowackiego są tym bardziej komiczne, gdyż np. Sfora korzysta w większości ze źródeł zagranicznych i cytuje swoje źródła zgodnie ze wszelkimi regułami sztuki. Często też kompilując informacje z różnych źródeł i tworząc nowa jakość.

Jeśli sama informacja, w separacji od formy, ma być dobrem reglamentowanym, to w takim wypadku do odpowiedzialności trzeba pociągnąć calutką blogosferę, która ja wykorzystuje, i ideę web 2.0 możemy wyrzucić do śmieci razem z dyskusją w sieci. Jeśli jednak Art. 25 rozciąga swoje działanie również na internet, a wykorzystujący informację powołują się na źródło to wniosek może być tylko jeden: Za walkę z serwisami pokroju Wykopu, Sfory itd. zabrali się ludzie, którzy nie maja zielonego pojęcia, co jest dla nich dobre i żyją wciąż w innej epoce.

Użytkownicy o sprecyzowanych potrzebach nie będą gmerać po pięciu serwisach, przeszukując ich zasoby za pomocą topornych wyszukiwarek po 3 godziny dziennie. Skorzystają z kanałów rss i będą czytać nagłówki, wybierając co ich interesuje. Jednak gdy będzie ich do przejrzenia parę tysięcy, to poszukają informacyjnego filtra – takiego jak Sfora lub Wykop, aby nie marnować czasu, ale dostać sprofilowaną informację natychmiast. Strony główne i przeglądanie działów jest dobre dla ludzi którzy szukają “czegoś ciekawego”, ale na to coraz mniej Polaków ma czas.

Na utrudnianiu życia konsumentom nikt jeszcze dobrze nie wyszedł (no może za wyjątkiem Microsoftu ;) ), więc mam nadzieję, że wydawnictwa, których rzecznikiem stał się teraz pan Nowacki, pójdą po rozum do głowy i nauczą się czerpać z istnienia “filtrów” korzyści, przyjmą do wiadomości ich istnienie, albo zaczną tworzyć własne, dla użytkowników, którzy dostają drgawek widząc szczegóły planu ratunkowego Obamy tuż koło pierdół gejach, Dodzie, lub życiu seksualnym jakiegoś urzędnika z Aruby.

Temat jest znacznie szerszy, więc myślę, że to nie ostatni wpis w tej sprawie. Już sama wizja Google jako “mordercy prasy” jest warta paru akapitów tekstu. ;)


-->

Tagi

Antyweb awaria Bing Blomedia digitariat dziennikarstwo Edwin Bendyk ekologia ekoterroryzm energia Facebook filtr Gemius google Google Reader Grzegorz Marczak IDC Internet Korea kryzys Krzyszto Urbanowicz Linux malware Media Microsoft New York Times Paweł Nowacki PBI Polska prawica.net prawo autorskie PRS Real-Time Journalism Reklama rss seks Sfora Silicon Valley Insider The Times Twitter Ubuntu Wiadomości24 wideo Wykop YouTube

Copyright © 2004–2009. All rights reserved.

RSS. Ten blog napędza Wordpress i Modern Clix