Poradnik WebWorkera

Gniewomir Świechowski

Tag ‘prawo autorskie’

Jak Paweł Nowacki rzucił się na Sforę(y)

bez komentarza

W wpisie „Kto na kim pasożytuje w sieci” polemizowałem z artykułem Pawła Nowackiego i obiecałem zająć się również kwestią naruszania prawa autorskiego o jakie naczelny Wiadomości24 posądza serwisy pokroju Wykopu i Sfory. Okazało się jednak, że zanim znalazłem chwilę, na W24 pojawił się kolejny artykuł odsądzający od czci i wiary linkujących cudzy kontent w sieci. Coraz trudniej mi zrozumieć, co pan Nowacki chce osiągnąć i uważam, że jego tezy są co najmniej kuriozalne, więc czas na kolejny wpis. ;)

Pawła Nowacki pisze:

Treść w polskiej sieci to w sporej części multiplikowany na różne sposoby produkt zatrudnianych przez wydawnictwa prasowe dziennikarzy (oczywiście także blogerów, czy dziennikarzy obywatelskich – tych zachęcamy do przestrzegania prawa autorskiego oraz bronimy ich praw). Wydawcy prasowi trochę przespali ostatnich kilkanaście lat i niemal bez walki oddali sprawę ochrony praw autorskich swoich dziennikarzy „w ręce” internetowych zwyczajów.

Nie wiadomo tylko, co naczelny Wiadomości24 ma na myśli, bo serwisy katalogujące i filtrujące informację, takie jak np. Sfora, nie kopiują treści tworzonej przez prasę. Stosują Art. 25 ust 1 pkt 1 lit. ustawy o prawie autorskim, na temat dozwolonego użytku krótkiej informacji prasowej i podają tylko streszczenie najważniejszych faktów odsyłając do twórcy kontentu aktywnym linkiem i podając źródło w sposób przyjęty w mediach. Tak więc zdecydowanie nie ma tu problemu „internetowych zwyczajów”. Przy okazji zaatakowane serwisy wykonują pracę przefiltrowania ton śmieci produkowanych w sieci i zaoferowania czytelnikowi tego co go naprawdę interesuje.

Co jeszcze ważniejsze, serwisy katalogujące i filtrujące informację lepiej chronią prawa autorskie w sieci, niż wydawnictwa, które na swoich witrynach najczęściej nie zamieszczają aktywnych linków jak „filtry”, które dzielą się ruchem ze źródłem, odprowadzając tantiemy w RU i odsłonach. Więc gdzie do diabła jest tu kradzież? Najlepsze źródła informacji w sieci dostają dodatkowy ruch z „katalogów”, a część gazet nawet sama podsyła im informacje, zastrzegając tylko podanie źródła na zasadzie „X powiedział gazecie ‘Y’”, „jak dowiedziała się gazeta Y” itd., czyli w sposób powszechnie przyjęty w mediach i poprawiający statstyki cytowalności. W polskiej rzeczywistości groźby części wydawców i wątpliwości Pawła Nowackiego są tym bardziej komiczne, gdyż np. Sfora korzysta w większości ze źródeł zagranicznych i cytuje swoje źródła zgodnie ze wszelkimi regułami sztuki. Często też kompilując informacje z różnych źródeł i tworząc nowa jakość.

Jeśli sama informacja, w separacji od formy, ma być dobrem reglamentowanym, to w takim wypadku do odpowiedzialności trzeba pociągnąć calutką blogosferę, która ja wykorzystuje, i ideę web 2.0 możemy wyrzucić do śmieci razem z dyskusją w sieci. Jeśli jednak Art. 25 rozciąga swoje działanie również na internet, a wykorzystujący informację powołują się na źródło to wniosek może być tylko jeden: Za walkę z serwisami pokroju Wykopu, Sfory itd. zabrali się ludzie, którzy nie maja zielonego pojęcia, co jest dla nich dobre i żyją wciąż w innej epoce.

Użytkownicy o sprecyzowanych potrzebach nie będą gmerać po pięciu serwisach, przeszukując ich zasoby za pomocą topornych wyszukiwarek po 3 godziny dziennie. Skorzystają z kanałów rss i będą czytać nagłówki, wybierając co ich interesuje. Jednak gdy będzie ich do przejrzenia parę tysięcy, to poszukają informacyjnego filtra – takiego jak Sfora lub Wykop, aby nie marnować czasu, ale dostać sprofilowaną informację natychmiast. Strony główne i przeglądanie działów jest dobre dla ludzi którzy szukają „czegoś ciekawego”, ale na to coraz mniej Polaków ma czas.

Na utrudnianiu życia konsumentom nikt jeszcze dobrze nie wyszedł (no może za wyjątkiem Microsoftu ;) ), więc mam nadzieję, że wydawnictwa, których rzecznikiem stał się teraz pan Nowacki, pójdą po rozum do głowy i nauczą się czerpać z istnienia „filtrów” korzyści, przyjmą do wiadomości ich istnienie, albo zaczną tworzyć własne, dla użytkowników, którzy dostają drgawek widząc szczegóły planu ratunkowego Obamy tuż koło pierdół gejach, Dodzie, lub życiu seksualnym jakiegoś urzędnika z Aruby.

Temat jest znacznie szerszy, więc myślę, że to nie ostatni wpis w tej sprawie. Już sama wizja Google jako „mordercy prasy” jest warta paru akapitów tekstu. ;)

Autor: Gniewomir Świechowski

8 lut 2009 o 6:49.