Bloger aresztowany. Spowodował 2 miliardy dolarów strat
Dziennik Internautów podał właśnie ciekawą informację:
30-letni bezrobotny Koreańczyk – Park Dae-sung – został aresztowany pod zarzutem złamania prawa telekomunikacyjnego. Prokuratura twierdzi, że wpisy na jego blogu pod pseudonimem “Minerva” naraziły Koreę Południową na straty finansowe w wysokości 2 miliardów dolarów.
Bloger stał się sławny w zeszłym roku, kiedy przewidział on upadek amerykańsku banku Lehmans Brothers, a także załamanie kursu wona – waluty Korei Południowej. Dlatego gdy pod koniec grudnia napisał, że aby ustabilizować kurs wona w stosunku do dolara, rząd może wprowadzić zakaz kupowania dolarów przez instytucje państwowe i duże firmy, w 30 minut od ukazania się postu dokonano wymiany walut na poziomie 39,5 proc. dziennej średniej. Zmusiło to Koreę do uruchomienia rezerwy walutowej i wyłożenia dwóch miliardów, aby ustabilizować rynek.
Ta informacja wywoła z pewnością entuzjazm zwolenników blogosfery jako “piątej władzy”, bo to kolejny z wielu przypadków, gdy bagatelizowane przez mainstreamowe media blogi zatrzęsły czymś więcej niż tylko internetem. Jednak choć sam byłem zwolennikiem tej idei, zaczynam mieć wątpliwości, czy można w takich wypadkach mówić o blogosferze, czy raczej o webcelebrytach którzy blogują. Ostatnio przez blogosferę przetoczyła się dyskusja czy blogosfera umarła. Z tej okazji Krzysztof Urbanowicz podzielił blogosferę na trzy klasy:
- „pronetariat” – masy, które dzięki internetowi otrzymały narzędzia komunikacji przez co odgrywają coraz większą rolę w globalnym procesie tworzenia i dystrybucji informacji (Joël do Rosnay, 2007),
- jest klasa średnia i
- są elity, które zbierają śmietankę w postaci zasięgu i pieniędzy – „digitariat” jakby powiedział Umberto Eco.
Podział słuszny, bo Park pisząc na BBS’ie drugiego największego Koreańskiego portalu i trafnie przewidując przyszłe wydarzenia wyrobił sobie markę i awansował z “szeregowego” twórcy webdwazerowego contentu do arystokracji, “digitariatu”. Pod nickiem “Minerva” stał się – jak widać – wpływową postacią, ale nie jako “bloger”, tylko jako człowiek, który wiec więcej niż przeciętni megabitożercy. Już nie bloger, tylko instytucja, której wpis poszedł świat za pośrednictwem Bloomberga.
Podstawową różnica między nieokreślonym tworem zwanym “blogosferą” a “digitariatem” w którego szeregi wkroczył Park jest banalna. Park stworzył swoimi – trafnymi – przewidywaniami nową jakość w sieci, nową treść, podczas gdy “blogosfera” w 99% zajmuje się sobą, prywatnymi sprawami, albo trawieniem informacji podawanych przez media – dokładnie tak samo jak ja przeżuwam teraz niusa z DI, naskrobanego przez podobnego mi redaktora na podstawie artykułu na stronie “The Korea Herald”.
W sieci nie ma mistycznej siły – “blogosfery”. Jest tylko siła najwybitniejszych jednostek, które blogują i potrafią dowiedzieć się czegoś jako pierwsi lub trafnie przepowiadać przyszłość analizując teraźniejszość. Części z nich się to znudzi, część zabierze się za dziennikarstwo, a najbardziej wytrwali zbudują własne media, bo rodzimy Antyweb, TechCrunch, Slate czy Dailykos trudno już nazwać blogami.