Archived entries for google

Dlaczego Google chce uciec z Chin?

Chińczycy postawili Google pod ścianą. Grzegorz Marczak sugeruje na Antyweb, że gwałtowna reakcja Google na atak ze strony chińskich hakerów, którzy próbowali dobrać się do danych co najmniej 20, a najprawdopodobniej 34 firm i wielu działaczy na rzecz praw człowieka, może wynikać z chęci wycofania się z rynku którego gigantowi z Mountain View nie udało się zdominować. Osobiście mam prostszą teorię: Chińczycy zagrozili fundamentowi istnienia Google – zaufaniu użytkowników. Continue reading…

Google ramię w ramię ze Sforą

Przed momentem wybuchłem śmiechem, czytając na blogu Dominika Kaznowskiego i dalej na Interaktywnie, że największy agregator niusów na świecie, czyli Google news, zacznie zarabiać na AdWords, co oczywiście oburza dostarczających kontent.

Jednak chyba nie wszystkich, bo szef MediaNews Group William Dean Singleton stwierdził wcześniej wyraźnie, że “nie musimy dzielić się z Google naszym kontentem. Pozwalamy na to, ponieważ generuje nam to spory ruch“. Oznacza to oczywiście zyski, tak więc nie spodziewam się, aby nagle zmienił teraz zdanie. Dlatego też, z Kaznowski nie cacka się z panikującymi w komentarzu:

Tyle tylko, że na miejscu Google wysłałbym ich wszystkich do diabła. Nie wiem, jak dorośli ludzie mogą być tak naiwni. Teraz to firmy, które “przyzwyczaiły się” do ruchu przekierowywanego z Google News mają problem (trudno się tak z miejsca “odzwyczaić”). Ponadto Google agreguje tak wiele źródeł informacji, że zawsze znajdzie sie jakiś łamistrajk (będzie dostarczał kontent za darmo – tzn. za ruch).

Jednak to jest ledwo połowa problemu.  Najciekawszy dla utrzymujących wszystkie media reklamodawców czytelnik(25-35 lat? Luźna kasa?) szuka teraz konkretnych informacji i oczekuje, że otrzyma ją natychmiast. Tak więc niezależnie jak głośno będą narzekać dostarczyciele treści tacy jak gazeta.pl, dziennik.pl i inni – powiązani np. z Polskapresse, to i tak będzie korzystał z filtrów takich jak Google news, sfora, wykop, mixx, newser itd. Nie ma po prostu czasu na przekopywanie się przez cały ten informacyjny szum, jaki na swoich stronach głównych zamieszczają portale.

Mamy do czynienia z przekomiczną sytuacją, gdy mające oparcie w tradycyjnych mediach portale powielają bezmyślnie papkę z serwisów agencyjnych, zrzynają regularnie treść z sieci i zakopują swój największy atut, czyli oryginalny, autorski kontent pod tonami michałków – zrażając do siebie wartościowego czytelnika. Jednocześnie ustami m. in. Pawła Nowackiego zakrzykną teraz o “złodziejstwie” owego kontentu w wykonaniu Google, zapominając że to klient – czyli w tym wypadku czytelnik, ma zawsze rację.

A więc z jednej strony krzyk o “kradzież” kosztownej, nowej treści, a z drugiej strony ukrywanie jej pod stosami informacji o wydźwięku ideologicznym specyficznym dla danego medium (“Lefebryści krytykują jeden z największych autorytetów Kościoła” – gazeta.pl), albo pierdołami(“Steinbach: Mogę wrócić w każdej chwili” – dziennik.pl), albo “niusami” podkradanymi zagranicznym mediom w bezczelny sposób i zmiksowanymi z PAP’em (“Afganistan skończy się drugim Wietnamem” – dziennik.pl/PAP/”Daily Telegraph”) bez podania nawet aktywnego linka, na którym może zarobić źródło.

I w tym bajzlu, biedny czytelnik musi się przekopywać przez wyszukiwarki, wielopoziomowe strony portali, aby dostać się do źródła informacji, albo w ogóle znaleźć jakąś sensowną, między wynurzeniami Joanny Senyszyn(“Orzechowski ma inną prawdę niż policja” – dziennik.pl), a informacją, że “To pralki wyemancypowały kobiety” – gazeta.pl.

Reprezentujące tradycyjne media portale nie zdają sobie sprawy z tego, że medium ma być teraz również jej filtrem, nie tylko źródłem. Albo oferowana informacja będzie sprofilowana i wysokiej jakości, albo pies z kulawą nogą nie będzie się nią interesował mając do dyspozycji serwisy odcedzające śmieci, takie jak erotyczne poradniki “Dziennika”, przejawy moralnej paniki lewicujących liberałów z “Wyborczej”, czy katolickich konserwatystów w “Rzeczpospolitej”.

W sprzedaży michałków znacznie lepiej sprawdzają się wyspecjalizowane serwisy takie jak plotek, pudelek, fark, pardon, politbiuro, pitbull itd., a tymczasowe podniesienie oglądalności poważnego medium “cyckami” czy innym “skandalem” zabija je w dłuższej perspektywie, bo tabloidy zawsze będą miały tych cycków więcej, większych i bardziej znanych.

Więc oparte na tradycyjnych mediach serwisy zamiast krzyczeć,  że agregatory kradną(robiąc jednocześnie dokładnie to samo, ale bez tantiem w postaci aktywnych linków) powinny się zastanowić dlaczego użytkownicy coraz częściej wolą “deep linking” z agregatora, niż strony główne.  I dlaczego internetowa odnoga “New York Times” wciąż przynosi zyski.

Cała sieć to malware, czyli awaria Google i co z niej wynika


Nie wiem jak wy, ale ja poczułem wbrew sobie lekkie ukłucie paniki, gdy wczoraj pomiędzy 15:30 a 16:20 Google oszalało i oznaczyło całą sieć jako niebezpieczną, a linki w wynikach wyszukiwania zaczęły prowadzić do strony z ostrzeżeniem. Nie jest do końca jasne, czy winny jest pracownik Google ręcznie poprawiający listę niebezpiecznych witryn, czy stopbadware.org z którego Google automatycznie importuje te informacje, ale też nie to jest najważniejsze. Stopbadware.org wyraźnie stwierdziło, że współpracuje z Google, ale lista witryn nie jest automatycznie importowana, jak podawały niektóre źródła i sugerowała Marissa Mayer na oficjalnym blogu Google.

Problemem jest właśnie to ukłucie paniki, gdy niezawodne jak dotąd Google przestaje być drogowskazem w milionach stron sieci. Widząc ta awarię i wyobraziłem dzień bez mojego podstawowego narzędzia pracy i nie była to wesoła wizja mimo istnienia Yahoo i MSN. Jak miliony użytkowników sieci jestem od Google uzależniony i choć nie należę do paranoików umieszczających tą firmę w jednym rzędzie z masonerią, UFO oraz innymi wszystkomogącymi spiskowcami to zdecydowanie mi się to nie podoba.

Nie dlatego, że Google jest złe, ale dlatego że jest wrażliwe jak każda inna usługa w sieci i jeden źle zinterpretowany slash “/” ograniczył jej funkcjonalność o połowę. Wierzę, że nie ma w necie serwerów i serwisów, które są odporne na atak i ludzką pomyłkę, ale od niewielu jesteśmy tak bardzo zależni.

Gmail, Google Docs, Google(wyszukiwarka), Google Calendar to są już narzędzia pracy, a ich integracja i ilość przewchowywanych w nich informacji czyni niemal niezastąpionymi, jeśli już zaczęlismy ich używać. Właśnie połączenie wartości tego co trzymam na serwerach w Google i fakt, że zakorzeniony w podświadomości mit niezniszczalnego Googla właśnie upadł, jest taki niepokojący.

Google JEST ekologiczne

Ostatnio specjaliści z “The Times” poinformowali internautów, że Google produkuje 7 gram CO2 za każdym razem, gdy internauta klika “szukaj” na najpopularniejszej stronie sieci. Okazało się jednak, że autorytet z Harvardu na który powoływała się gazeta zaprzecza jakoby coś takiego powiedział:

Z jakiegoś powodu “Times” uparł się aby zaatakować Google we wspomnianym tekście. Nasza praca nie ma nic wspólnego z Google. Skupiamy się na sieci jako całości i odkryliśmy, że odwiedzenie strony w sieci generuje 20 miligramów CO2 na sekundę. – twierdzi Alex Wissner-Gross.

Gazeta nie poinformowała też, że Wissner-Gross prowadzi serwis zajmujący się “sprzedażą” energii odnawialnej i certyfikatów świadczących, że twoja strona jest “ekologiczna”. Cytując serwis naukowca:

CO2Stats is the only service that automatically calculates your website’s total energy consumption, helps to make it more energy efficient, and then purchases audited renewable energy from wind and solar farms to neutralize its carbon footprint – all for a flat, affordable monthly fee. [ wszystko za comiesięczny, niewysoki abonament - GŚ]

AKTUALIZACJA: Informacja o 7 gramach CO2 pochodziła najprawdopodobniej z bloga Rolfa Kerstena. Jego wyliczenia znajdują się w pliku PDF.

Google szybko odpowiedziało na swoim blogu, że to jakieś brednie, bo posiada najbardziej energooszczędne data centers na świecie. Typowe wyszukiwanie zwraca rezultaty w ciągu 0,2 sekundy, a same serwery przetwarzają je w tysięczne części sekundy. Wliczając inne zadania, jak utrzymanie na chodzie botów, które indeksują sieć, przeciętne zapytanie to 0.0003 kWh i generuje 0,2 grama CO2.

[...] we have designed and built the most energy efficient data centers in the world, which means the energy used per Google search is minimal. [...] Google is fast – a typical search returns results in less than 0.2 seconds. Queries vary in degree of difficulty, but for the average query, the servers it touches each work on it for just a few thousandths of a second. Together with other work performed before your search even starts (such as building the search index) this amounts to 0.0003 kWh of energy per search, or 1 kJ. [...] In terms of greenhouse gases, one Google search is equivalent to about 0.2 grams of CO2.

Google zainwestowało też 45 milionów dolarów w technologie “czystego” wytwarzania energii i jest współzałożycielem niekomercyjnego konsorcjum, które postawiło sobie za cel zredukowanie energii zużywanej przez komputery o połowę do 2010.

Jednak, aby wyśmiać zarzuty “The Times” nie trzeba sięgać po dewizę  “Do no evil” Google, tylko zastanowić się ile najpopularniejsza wyszukiwarka na świecie musi wydawać na energię i czy opłaca się jej na niej oszczędzać.  Rachunek ekonomiczny to najlepszy sposób na analizę deklaracji i działań każdej korporacji.  Cała sprawa to kolejna wpadka działu IT “The Times”, który poinformował w listopadzie zeszłego roku, że Microsoft chce kupić wyszukiwarkę Yahoo za 20 miliardów dolarów. Nijak miało się to do pierwotnej oferty Microsoftu i zaprzeczyły temu wszystkie źródła w jednej i drugiej firmie.

Sam pracuję w internetowych mediach, więc sprawa wydaje się oczywista. “The Times” postanowił poprawić sobie oglądalność, robiąc sobie nagłówek z najbardziej rozpoznawalną marką świata, której szybki rozwój – wywołany dbałością o klienta/usera – powoduje, że ludzie albo ją kochają (jak ja) albo nienawidzą. A to co wywołuje emocje dobrze się sprzedaje.


-->

Tagi

Antyweb awaria Bing Blomedia digitariat dziennikarstwo Edwin Bendyk ekologia ekoterroryzm energia Facebook filtr Gemius google Google Reader Grzegorz Marczak IDC Internet Korea kryzys Krzyszto Urbanowicz Linux malware Media Microsoft New York Times Paweł Nowacki PBI Polska prawica.net prawo autorskie PRS Real-Time Journalism Reklama rss seks Sfora Silicon Valley Insider The Times Twitter Ubuntu Wiadomości24 wideo Wykop YouTube

Copyright © 2004–2009. All rights reserved.

RSS. Ten blog napędza Wordpress i Modern Clix