Getting Things Done: Sierżancie, nie próbuj wykonywać roboty kaprali
Próbując opanować wszystkie zadania, jakie mam na głowie uświadomiłem sobie, że choć system GTD (Getting Things Done Davida Allena) sprawdzał się do niedawna idealnie, to teraz zaczyna zawodzić. Ze względu na moje własne błędy. Szczęśliwie, uświadomienie sobie co robisz źle, to najlepszy punkt startu do optymalizacji.
Wewnętrzne przekonanie, że jeśli coś ma być zrobione dobrze, to trzeba to zrobić samemu powoduje, że chciałem ugryźć zbyt wiele marginalnych w szerszej perspektywie zadań. Kiedyś GTD umożliwiło mi wywiązywanie się ze swoich obowiązków, którym inaczej bym nie podołał, dzięki uporządkowaniu przychodzących informacji, za czym szło lepsze wykorzystanie czasu. Dzięki GTD mogłem ogarnąć wszystkie zadania.
Jednak teraz, robiąc to samo, znalazłem się w sytuacji generała, który próbuje wydawać rozkazy sierżantom, a nie pułkownikom i iść w pierwszej linii. Bez sensu. Zasoby czasu i energii są ograniczone. Potrzeby już nie. GTD z założenia ma nauczyć odpowiedniej selekcji zadań i błyskawicznego oceniania co jest warte wysiłku, co oddelegować, a co olać. Jednak wychodzi na to, że tą lekcję otrzymuje się dopiero po przekroczeniu pewnego punktu krytycznego.
Rada: Jeśli w danej strukturze organizacyjnej jesteś kapralem, to rób co chcesz. Jednak już sierżant musi zdawać sobie sprawę, że nie zastąpi kaprali. Ta zasada sprawdza się analogicznie z wyższymi szarżami.