Kategoria ‘Aktualności’
Google: Hack z cudzysłowiem już nie działa
Google Operating System podaje, że wyszukiwanie frazy w wyszukiwarce Google z podaniem tylko jednego cudzysłowu już nie działa.
Zamiast:
„wyszukiwana fraza
Musimy pisać:
„wyszukiwana fraza”
Szkoda. Stare rozwiązanie było szybsze i wygodniejsze, choć mało estetyczne.
Jak upodobnić Ubuntu do Mac OSX? Czyli (prawie) bezbolesna przesiadka
Ze względu na koniec mojej współpracy z Blomedia na stanowisku Project Managera musiałem szybko wykombinować jak będzie wyglądało moje nowe stanowisko pracy, bo zmiana poziomu organizacyjnego oznaczała również zwrot służbowego komputera. Niestety, choć pokochałem Mac OSX i Macbooka Pro, to po 8 miesiącach urzytkowania zapchał się tak samo jak wcześniej Windowsy zmuszając mnie do przesiadki na Linuksa. Swój udział miała tu również wydajność Macbooka, który mimo Core 2 Duo w starciu z kilkudziesięcioma zakładkami, Tweetdeckiem, Adium, Skype, Jing i pakietem biurowym iWork nie zapewniał odpowiedniej płynności pracy. Jednak kilka cech Mac OSX uznałem za absolutne „must have”, niezależnie od tego, czy pracuję pod Linuksem czy Windowsem. Czytaj dalej »
Kryzys pomaga Linuxowi #2 [PREZENTACJA]
Microsoft chce wykończyć Netbooki

Gdy po ziemi biegały jeszcze dinozaury (około 2 lata temu), zaoferowano mi laptopa z procesorem 1,73 Ghz, gigabajtem pamięci i systemem Windows Vista. Sprzedawcy zasugerowałem, aby się wypchał, bo budżetowy sprzęt nie uciągnie najnowszych niedoróbek Microsoftu, które dla niepoznaki nazwano systemem operacyjnym. Nie jestem osamotniony w tej opinii, co niemiłosiernie wkurza chłopaków z Redmont.
Właśnie dlatego TheNextWeb twierdzi, że Microsoft jest zdeterminowany, aby wykończyć netbooki. Do premiery Windows 7, które ma efektywniej wykorzystywać zasoby systemu, zostały 4 miesiące, a użytkownicy tanich, ultra przenośnych komputerów chcą korzystać z Windows XP, lub (jak ja) z Linuxa. Jedna z najbardziej kosztownych porażek w historii IT, czyli Vista, w praktyce na tym rynku nie istnieje.
Dowody:
1. Micrsoft wymusił na producentach nie instalowanie Windowsa XP na komputerach mających więcej niż 1 gigabajt RAM. Każdy potrzebuje przecież superkomputera, aby poszła na nim Vista. ;)
2. Firmę MSI zmusił do usunięcia z netbooka MSI Wind U115 napędu hybrydowego, który łączy prędkść pamięci Flash z pojemnością twrdego dysku. Netbooki nie moga być za fajne, nie?
3. Microsoft nie używa terminu „netbook” i szczerze go nienawidzi, dla nich komputery tej klasy to “Low cost small notebook PC“. Tylko że netbooki nie są kompaktowym zastępstwem dla głównego komputera, lub szybkiego laptopa.
4. Dopiero wściekli konsumenci zmusili Microsoft do usunięcia ograniczenia ilości uruchomionych aplikacji w najprostszej, przeznaczonej dla netbooków wersji Windows 7. Microsoft chciał, aby jednocześnie mogły funkcjonować najwyżej trzy procesy.
Kontynuowanie polityki zmuszania konsumentów do działania na własną szkodę nie przyniesie dobrych efektów. Ja już przesiadłem się na Linuxa i coś mi mówi, że jeszcze niejeden użytkownik „zagłosuje nogami”.
Wyszukiwarka Microsoftu pokonała Yahoo!
Według Serwisu StatCounter od 29 maja do 4 czerwca 2009 roku, Bing miał zdobył 15,64% rynku, podczas gdy Yahoo! Search obsługiwało 10,32% wyszukiwań, a Google 71,99%. Na świecie Bing odpowiada za 5,56% wyszukiwań, Yahoo! Search za 5,17%, a Google 87,66%. W Polsce Microsoftu chyba nie lubimy, bo u nas Bing zyskał tylko 0,49% rynku zdominowanaego jeszcze silniej przez Google.
Pozostaje nam poczekać, zobaczyć, czy zainteresowanie Bingiem zmaleje po pierwszym okresie fascynacji nowością, ale na pierwszy rzut oka Microsoft jest tu zwycięzcą – powiedział dyrektor generalny StatCountera Aodhan Cullen.
Wynik jest imponujący, jednak Techcrunch sugeruje, że wyszukiwarce Microsoftu pomógł Internet Explorer 6, który zmusza użytkowników do korzystania z Bing jako domyślnej wyszukiwarki. Wiekowa przeglądarka jest wciąż używana przez około 20% internautów, wywołując płacz i zgrzytanie zębów webmasterów i speców od zabezpieczeń.
Opinie na temat nowego dziecka Microsoftu są podzielone. Rozbudowane zapytania zwracają często lepsze wyniki niż Google, jednak w bardziej ogólnych Bing się gubi. Przyjemny jest też podgląd wideo i solidna mobilna wersja wyszukiwarki. Funkcja geolokalizacji pomoże znaleźć jakiś sklep lub restaurację w pobliżu – gorzej będzie z wyszukaniem konkretnego obiektu.
Niezależnie od bojów jakie będą toczyć się w sieci między fanboyami, to z nadgryzienia monopolu Google możemy się tylko cieszyć. Konkurencja na rynku jeszcze nigdy nie zaszkodziła… konsumentom. ;)
Do czego służy Twitter?
Ostatnio nawet w mainstreamowych mediach można znaleźć wzmianki o Twitterze, czyli serwisie który oferuje 140 znaków na wyrażenie jakiejś myśli lub podzielenie się informacją z innymi. Obecny niemal non stop w internetowych mediach dla cyborgów takich jak ja, w Polsce poza ludźmi z branży IT i fascynatami internetu jest praktycznie nieznany. Mimo to dziennikarze, politycy i PRowcy zakładają swoje kont, a za nimi ciągną tabuny blogerów i zaciekawionych internautów. Dlaczego? Do czego Twitter służy i jakie korzyści niesie korzystanie z niego?
Z początku idea była prosta: pokaż swoim znajomym co robisz i w kaleki internetowy sposób utrzymaj z nimi kontakt. Wysyłając „statusy” mające maksimum 140 znaków można swoich przyjaciół poinformować, że właśnie wychodzisz pobiegać, twój kot się uśmiechnął, albo utopiłeś telefon w kiblu. W praktyce Twitter w takim wydaniu byłby tylko prywatnym blogiem w wersji mikro nie wymagającym dużego wysiłku i nie niosącym żadnej większej wartości .
Jednak asymetryczna relacja między „przyjaciółmi” na Twitterze, która opiera się na tym, że „you follow somebody”, czyli podążasz za statusami jakiegoś użytkownika, a on wcale nie musi się tym samym rewanżować, spowodowała, że stał się idealnym narzędziem do utrzymania kontaktu z fanami dla różnej maści celebrytów. Idol może się za jego pomocą w prosty sposób (wyręczając się najczęściej specem od Public Relations) popromować, dając czytelnikowi iluzję kontaktu z gwiazdą.
Jednak jeśli trafiłeś/aś na tego bloga, to zapewne blogowanie o kotkach i czytanie przygód Oprah Cię raczej nie interesuje. I tu można przejść do naprawdę użytecznych zastosowań Twittera. Poza wspomnianymi celebrytami, którzy są znani z tego że są znani, z produkcji plastikowej muzyki, albo innych niezbyt produktywnych aktywności, na Twitterze można spotkać wielu ekspertów w dziedzinach związanych z IT, PR i wieloma innymi:
Co Ci to daje?
odfiltrowane z sieci linki z niusami, które „guru” danej branży uznał za ważne – mniej czasu zmarnujesz na przeglądanie setek rss’ów?
krótkie i treściwe (z konieczności) komentarze i myśli o aktualnych wydarzeniach ze strony specjalisty – może się czegoś nauczysz?
informacje, które niekoniecznie pójdą potem oficjalnymi kanałami – będziesz wiedział o nich pierwszy?
lepsze lub gorsze pojęcie o tym, kim są wpływowi ludzie „z branży” – być może rozwój to też kwestia odpowiedniego nastawienia?
używając Twittera nauczysz się jak zawrzeć maksimum treści w minimalnej formie – nauczysz się jak wygląda komunikacja w erze internetu?
powstało wiele narzedzi do śledzenia co jest na Twitterze popularne – zyskasz możliwość śledzenia, co społeczność około 18 milionów ludzi uznaje za ważne?
Dlaczego Linux? #1
Ostatnio znajomi pytają, widząc jednego lub drugiego laptopa z Ubuntu, dlaczego przerzuciłem się na Linuxa z Windows XP. Powodów jest wiele, ale najważniejszym jest…
BEZPIECZEŃSTWO
Redaguję dwa serwisy internetowe, korzystam z internetowej bankowości i zakupów przez sieć. Jeśli ktoś wykradłby moje hasła i loginy, albo dane mojej karty kredytowej, to najprawdopodobniej odpowiadałbym osobiście za wywołane przez niego szkody. Problem dotyczy nie tylko mnie, ponieważ większość znanych mi pracujących zdalnie pracowników tej branży, to bardzo łatwe cele. Dodatkowo z mojego doświadczenia wynika, że nawet solidnie zabezpieczony Windows nie jest w 100% bezpieczny podczas intensywnego korzystania z sieci. Aktualizacje, oprogramowanie antywirusowe i antyspyware, zamknięte wrażliwe porty systemu Windows, firewall i korzystanie z przeglądarki innej niż Internet Explorer okazały się być niewystarczające, aby system pozostał w 100% czysty, a nie lubię połowicznych rozwiązań…
LINUX I BEZPIECZEŃSTWO
Linux z założenia, przez samą swoją budowę, jest mniej wrażliwy na współczesne zagrożenia. Rygorystyczny system uprawnień powoduje, że złośliwy kod z reguły nie może przejąć kontroli nad całym systemem. W systemie Windows takie mechanizmy są dopiero implementowane. Bez większego skutku.
Linux opanował co najwyżej 0,6 proc. rynku systemów operacyjnych dla domowych komputerów, co oznacza że nie jest głównym celem cyber przestępców. Po prostu nie opłaca się im wkładać wysiłku w „łamanie” linuxa.
Linux to bardzo ogólne określenie, ponieważ stworzono dziesiątki różnych dystrybucji, które zaspokajają różne potrzeby i mają różne luki w zabezpieczeniach, a nie jak Windows te same na milionach komputerów. Tym samym trudno stworzyć złośliwy kod atakujący systemy z Linuxem. Można co najwyżej spróbować stworzyć kod atakujący konkretna dystrybucję Linuxa w konkretnej wersji.
Linux w dystrybucjach takich jak Ubuntu, które są utrzymywane przez firmę Canonical i społeczność użytkowników jest szybko łatany. Aktualizacje bezpieczeństwa pojawiają się kiedy zajdzie taka potrzeba. Czasem w ciągu paru, parunastu godzin. Microsoft robi to chyba raz w miesiącu, a niektóre luki nie były łatane miesiącami.
TAK, sprytny haker ma – szansę – włamać się do sytemu z Linuxem – zwłaszcza jeśli jego użytkownik wykaże się ponadprzeciętną głupotą, ale nie zrobi tego 15-letni gówniarz z bloku obok ani komputerowy robak pokroju Confickera.
W przypadku systemów Microsoftu to na oko 80% komputerów ma luki w zabezpieczeniach, albo istnieje możliwość wykorzystania social engineering, aby przekonać użytkownika do wykonania na swoim komputerze kodu, który bez dalszych jego interwencji odda kontrolę nad nim przestępcy.
Linux to po prostu przeciwpancerne szyby, kraty, drzwi antywłamaniowe i alarm w domu. Windows to drewniane drzwi z zamkiem, który można po prostu wyłamać i… niedomknięte okna. :)
Podsumowanie:
* Nie ma spyware dla linuxa
* Są może trzy stosunkowo niegroźne wirusy
* Aktualizacje usuwające luki w zabezpieczeniach pojawiają się szybciej
* Trzeba hakera, aby włamać się do systemu z linuxem, a nie działającego automatycznie robala.
Kryzys pomaga linuxowi
Ponad 72% respondentów twierdzi, że poważnie rozważają wdrożenie Linuksa na serwerach w bieżącym roku lub już podjęli taką decyzję, zaś 68% ankietowanych podaje analogiczną deklarację w stosunku do komputerów osobistych.
Źródło: http://di.com.pl
Co tu komentować? Sam, po wielu przejściach z linuxem od czasu pierwszej instalacji Slackware, uznałem go za na tyle rozwiniętą platformę, że już drugi komputer przerzucam na Ubuntu, który systematycznie dogania Windows jak chodzi o prostotę obsługi.
Polityka Microsoftu jak chodzi o możliwości dostępne w poszczególnych wersjach Win Vista/Seven, ceny, marne możliwości personalizacji bez zamieniania systemu w śmietnik, problemy z bezpieczeństwem i parę innych czynników (Amarok, conky, compiz) powodują, że nie widzę sensu w dalszym wiązaniem się z Windowsem. A jak mimo wszystko będzie potrzebny to zawsze istnieje Innotek VirtualBox, w którym nie raz efektywnie pracowałem na dwóch maszynach XP pod Debianem na Celeronie M 1,73 Ghz.
Zwiększone zainteresowanie przemysłu jeszcze bardziej przyspieszy rozwój linuxa. I dobrze.
„Shared items” jako filtr informacji
Na blogu zespołu tworzącego ten popularny czytniki RSS można przeczytać iż jedną z ulubionych funkcji autorów tej aplikacji jest możliwość współdzielenia wpisów znajomym. Przyznam, że dla mnie jest to jednak z bardziej zbędnych funkcji czytnika o której potrafię zapomnieć na całe miesiące.
Źródło: http://antyweb.pl
One of the things that we love best about Reader is the ability to easily share interesting items with your friends. In fact, we like it so much that we’ve been adding bunches of new sharing features over the last year including choosing friends to share with, sharing with note and the sharing bookmarklet. But we quickly realized that one of the most important pieces of the sharing cycle was missing: the ability to have conversations with friends about all those shared items.
Źródło: http://googlereader.blogspot.com
Zaskoczyła mnie ta uwaga na Antyweb, ponieważ sam z lubością korzystam z funkcji dzielenia się treścią i wściekam się na ludzi, którzy tego nie robią. Wszystko sprowadza się do mojej idée fixe, czyli filtrowania treści w sieci. Chcę być na bieżąco z kluczowymi informacjami, ale przeglądanie dziesiątków kanałów rss jest czasochłonne i kłopotliwe. Funkcja udostępniania elementów z GR jest tu zbawieniem.
Z pomocą przychodzą korzystający z tej funkcji, którzy udostępniają interesujące – w ich mniemaniu – informacje. Jesli ich profil zainteresowań jest stosunkowo spójny i związany z moimi to otrzymuję interesujące mnie informacje bez potrzeby męczenia się z przeglądaniem rss, gdy po prostu nie mam na to czasu. Działa to jak tematyczny „nius blog”, który rzadko kiedy oferuje jakąś wartość dodaną, ale odsyła od razu do źródła – co w tym wypadku jest błogosławieństwem.
Możliwość umieszczania w feedzie udostępnionych elementów również własnych uwag jest tu raczej mało znaczące, ale może być miejscami przydatne funkcjonujac jak zubożony twitter, czyli umożliwiając wystrzelenie w przestrzeń jakiegoś krótkiego komunikatu do obserwujących feed – bo po zabawie tymi funkcjami sugerowanie, że to kolejne miejsce dyskusji uważam za poważne nadużycie. GR nie oferuje tu miejsca na głębszą dyskusję, tylko możliwość dzielenia informacji między osobami o podobnych zainteresowaniach, od pasjonatów jakiegoś tematu, aż po pracujących w jednej branży/firmie.
Jako uzupełnienie tematu gorąco polecam wpis Finding the Web’s Best Content – Do You Want it New or Trusted? z blogu Louisa Gray.
Google pokazuje dostawcom kontentu gdzie ich miejsce
Z brytyjskich numerów IP nie będzie można odtwarzać klipów muzycznych należących do brytyjskich wytwórni, co jest wynikiem braku porozumienia z organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi Performing Rights Society for Music. Według YouTube po zakończeniu poprzedniej umowy PRS zażądało wielokrotnie większych pieniędzy, a według PRS to YouTube chce płacić mniej muzykom i tekściarzom (oczywiście za pośrednictwem PRS) mimo zwiększenia się oglądalności. Gdy nie udało się dojść do porozumienia, Google wysłało jasny komunikat blokując filmy: „To WY bardziej potrzebujecie NAS, niż MY potrzebujemy WAS”.
Oczywiście oznacza to wizerunkowy problem dla Google, bo blokada będzie bardzo bolesna dla użytkowników serwisu, a na dokładkę wielu może poszukać tych treści gdzie indziej. PRS reprezentuje interesy trzech z czterech największych wytwórni muzycznych świata i wielu niezależnych. Tym bardziej skłania to do przyjęcia wersji Google, że to PRS zrobiło się zbyt pazerne. Teraz zabawnie jest obserwować, jak PRS i inne organizacje czerpiące zyski z praw autorskich, oraz oczywiście wytwórnie, miotają się szaleńczo. O ile podwyższając stawki udało się im wykopać z UK radio internetowe Pandora, to YT i stojące za nim Google są cięższym orzechem do zgryzienia. Bez Pandory mogli się obyć, ale bez promocji zapewnianej przez YT już najwyraźniej nie mogą, choć na taki krok zdecydował się wcześniej Warner Music.
Stanowisko YT jest jasne i precyzyjne:
„PRS chce byśmy płacili o wiele, wiele więcej niż do tej pory, co zwyczajnie kłóci się z ekonomią. Nie jesteśmy instytucją charytatywną, a proponowane opłaty sprawiają, że każde odtworzenie klipu wiązałoby się ze stratą konkretnych sum pieniędzy. Nie możemy sobie na to pozwolić. ” YT narzeka też umowy z PRS, które nie określają jakich artystów dotyczą umowy. „Wygląda to tak jakbyśmy kupowali płytę CD nie wiedząc jakie utwory się na niej znajdują”
Źródło: http://www.youtube.com/blog
PRS z kolei stwierdziło ustami stojącego na czele Steve Portera, że jest „rozwścieczone, zszokowane oraz zawiedzione” decyzją o nałożeniu blokady, oczywiście w imieniu twórców piosenek i… użytkowników YT, których interesy „chroni i reprezentuje”. Jednocześnie prosi YT o „pilne ponowne przemyślenie” tej decyzji . :)
Sprite: Hej, mamy dla was propozycję, zapłacimy wam tyle i tyle, ale powiedzcie nam za co dokładnie płacimy. OK?
Pragnienie: Nie, zapłacicie nam kilka razy tyle i nie będzie żadnej listy.
Sprite: OK, usuwamy to co wasze, dajcie znać jak zmądrzejecie.
Pragnienie: Jesteśmy rozwścieczeni, zszokowani oraz zawiedzeni w imieniu artystów i waszych użytkowników! * w myślach: Cholera, gdzie my ten chłam będziemy promować?! *
Serwisy wideo, nawet należące do Google, wciąż mają trudności z monetyzowaniem ruchu i opłaceniem kosztownej infrastruktury i gigantycznego transferu. Mniejszych graczy oferujących dźwięk nie stać było na stawki PRS, a większy oferujący wideo powiedział dosyć. Albo PRS się ugnie, albo YT straci na oglądalności, a internauci znajdą sobie inne miejsca z teledyskami i muzyką, ale wbrew pojawiającym się gdzie nie gdzie przewidywaniom nie będzie wideo na myspace, ani Vimeo, tylko ciemne zakątki sieci, gdzie tantiem dla artystów nie uświadczysz.
Wyliczmy co traci Google:
- Lekki cios w wizerunek. (lekki, bo PRS ma opinię zakapiora )
- Utrata części użytkowników. (co dominacji YT nie odbierze, a kwestia czy oznacza to zmniejszenie zarobku, czy strat jest wciąż otwarta)
A wytwórnie?
- Źródło dochodu. (bo użytkownicy którzy go generowali przejdą w szaro/czarną strefę, z której PRS zysków nie ma)
- Dobrą promocję. (ponieważ teledysk na YT jest często w stanie zrobić płycie/kapeli lepszą publicity niż MTV.)
No i sami zadajcie sobie pytanie, kto tu jest Sprite, a kto pragnienie?
Polecam:
* Music body sues Kwik Fit over staff radios
